Nigdy nie miałam Hildy

Dzięki uprzejmości dystrybutora M-appeal miałem okazję obejrzeć długo oczekiwany przeze mnie film Hilda. Za scenariusz i reżyserię filmu odpowiadał Andrés Clariond Rangel, a sam obraz po wielu latach prac (pierwsze wzmianki pochodzą z 2012 roku) swoją premierę miał w zeszłym roku na El Festival Internacional de Cine de Morelia w Meksyku. Światowa premiera odbyła się całkiem niedawno, w marcu na międzynarodowym festiwalu filmowych w Sofii, gdzie obraz zdobył specjalną nagrodę za reżyserię.

Już od pierwszych minut filmu, odczuwa się że coś jest nie tak z zachowaniem Pani Domu. Susana Le Marchand (w tej roli świetna Verónica Langer), niegdyś walczącą marksistka szuka nowej, a raczej kolejnej pokojówki. Na interview przychodzą dwie kobiety z wioski Oaxaca. Marina i Juana. Od początku traktuje je jak przedmioty i obraża. Pierwsza z nich byłaby pierwszą Mariną, druga – trzecią Juaną. Dlaczego zacząłem od tego, że coś jest nie tak? W odczuciu Susany, jej własne zachowanie nie wykracza poza przyjęty kontekst kulturowy, w którym służąca jest rzeczą, którą się posiada, nawet jeśli mówi się, że traktuje się ją jak rodzinę. Innym przejawem jest otoczenie się tymi „przedmiotami”, bezosobowymi kobietami mającymi dbać o dom, doprowadzając (jak to ujął trafnie mąż Susany) do tworzenia z domu obozu uchodźców dla pokojówek.

Kiedy do Susany przychodzi były ogrodnik, oddać pieniądze, pojawia się trzeci aspekt – że pieniądze załatwią wszystko. Nie ważne kim jesteś, coś robiłeś, co robisz, odpowiednia kwota pozwala przekonać każdego. Każdy w końcu je weźmie. Kiedy wspomina on o swojej żonie, Hildzie, która być może będzie mogła podjąć pracę jako 24 godzinna niania, uradowana Susana podsumowuje, że „nigdy nie miała Hildy”. Nie ważne, czy się nadaje, czy nie. Czy potrafi się zająć dzieckiem, czy też będzie mieć do tego dwie lewe ręce. To jak kupno nowego samochodu. Jakby powiedziała: „nigdy nie miałam Mercedesa”, byłoby to równoznaczne z „miałam Lexusa, Audi i Opla”, nie zaś, że „chcę mieć Mercedesa”.

Hilda1

Kiedy Hilda (w tej roli Adriana Paz) zaczyna pracę, zajmuje się nie tylko opieką nad dzieckiem, ale i sprzątaniem domu. Warto wspomnieć, o tym jak do tych czynności w wykonaniu Hildy podchodzi Susana. Nie powie, że coś jest źle albo dobrze posprzątane, zauważa tylko parametry nowego przedmiotu: „Jesteś tak dobra w czyszczeniu drewna. Czy masz dużo drewna w domu?” Idąc tokiem porównań motoryzacyjnych, zabrzmiało to jak zwrócenie uwagi, że samochód mało pali, albo ma dobre przyśpieszenie. Na bezosobową użyteczność.

Hilda w grzeczny sposób ignoruje wszystkie docinki, co paradoksalnie doprowadza do złości Susanę. Nowa służąca odpowiada tylko „tak Pani”, albo „dobrze, Pani”, w sposób zautomatyzowany. Nie trafiają do niej też komentarze dotyczące jej wyglądu (rozpuszczone włosy), nawet noszone uniformy traktuje jako coś, co ma po prostu być.

Kiedy Hilda odnajduje w piwnicy zaginione pudełko z przeszłości następują widoczna zmiana zachowania Susany. Przedstawiony wykład, o tym, że bogactwo należy dystrybuować według potrzeb i zdolności nie trafia do nowej służącej. Mimo, że życie jest niesprawiedliwe, a Hilda musi służyć, a nigdy nie będą służyć jej, Pani Le Marchand stara się od tego momentu zniwelować dzielące obie kobiety różnice. Zmusza do oglądania filmów, jedzenia kawioru, picia wina, przebywania razem z nią. Przykleja się do niej jak pijawka, mimo, że w jej odczuciu traktuje ją jak przyjaciółkę.

Hilda2p

W końcu Susana dostosowuje nową zabawkę do swoich potrzeb. Ubiera ją podobnie do siebie kiedy chce, albo kiedy nie chce, Hilda nosi zwyczajowy uniform. Obcina włosy, zmienia fryzurę, więzi ją w domu i nie pozwala wyjść. Zupełnie jakby jej rezydencja przypominała domek dla lalek, w którym małe sadystyczne dziewczynki decydują kiedy i co ma się dziać.

Czy „Hildę” należy traktować tylko ja opowieść o obsesyjnym zniewoleniu? Z całą pewnością nie, takie podejście spłycało by film do kolejnej meksykańskiej telenoweli. To wrogie ideologie i hasła stanowią psychologiczne podłoże całej historii, a wątek Pani i jej służącej tylko to tylko nakładka.

Jeśli chodzi o stronę techniczną filmu zupełnie nie widać, aby wydane 2 miliony dolarów negatywnie wpływało na odbiór filmu. Czy przeszkadza brak wielkich nazwisk? Absolutnie nie, to dzięki temu film jest tak autentyczny. Do wad w moim odczuciu należy zaliczyć finał. Jeśli przez prawie cały film historia opowiadana jest z powolną gracją, w końcówce za bardzo przyśpiesza, co wprowadza chaos. Ale może tak miało być, skoro każda rewolucja ma swój nagły punkt zwrotny, w który dzieje się aż za wiele?

Hilda

Reżyseria: Andrés Clariond Rangel
W rolach głównych: Verónica Langer, Adriana Paz
Premiera w VOD/DVD: nieznana
Premiera w Polsce: nieznana