Devious Maids – recenzja pierwszego odcinka

Ojej.. przerwy między kolejnymi postami są przerażające i zaczynają mnie samego niepokoić. A to już jest niedobrze. Żeby doba miała z pięćdziesiąt godzin. No ale no cóż, tyle dygresji na początek. A teraz, wracając do tytułu postu, w końcu widzowie na całym świecie mieli okazję zobaczyć, dzięki uprzejmości stacji Lifetime, pierwszy, pilotowy odcinek Devious Maids na dwa tygodnie przed premierą.

Na początku chciałem odnieść się do mojego posta z sierpnia 2012 roku, w którym to przetłumaczyłem angielskojęzyczny opis odcinka, który prezentowany był na zeszłorocznych uprfontach stacji ABC, ale powtarzanie i wskazywanie różnic było nudne. Przyjrzyjmy się natomiast konkretnym wątkom.

Marisol przedstawiona jest jako osoba poważna, nie pasująca do stereotypu gosposi. W początkowej scenie „zatrudnienia”, bardziej natomiast rzuca się w oczy doskonała rola Brianny Brown, która wytyka jej brak akcentu i innych „oczywistych” cech. Taylor, bo o niej mowa wywyższa się, z pozoru w miły sposób. Dopiero podczas uroczystej kolacji, gdy grana przez Anę Ortiz pracownica pokazuje swoją fizyczną i psychiczną siłę, nawiązuje się przyjaźń i zaufanie między kobietami.

Marisol

Flora jak wiemy ginie w pierwszym odcinku. Evelyn jej pracodawczyni jest osobą lekko niezrównoważoną psychicznie, a jej mąż okazuje się pierdołą i kobieciarzem. O samej Florze (piękna Paula Garces) wiemy jeszcze nie wiele.

Flora

Carmen Luna i wszystkie sceny z nią związane to typowy wątek humorystyczny serialu. Roselyn Sanchez ma już trochę lat na karku, ale ma się wrażenie że dopiero co weszła w wieku dorosły. Nie jest to zarzut, gdyż jej pojedynek z Odessą i chęć zbliżenia się do jej pracodawcy wytwarza bardzo pozytywną atmosferę.

Carmen

Rosie Falta (Dania Ramírez) to postać raczej smutna – motyw sprowadzenia dziecka do Ameryki i bezduszność pracodawców pokazana jest w sposób taki, że trzymamy kciuki za Rosie, identyfikujemy się z nią. Z drugiej strony, serial całkowicie obyłby się bez niej, ale może to mylne wrażenie po jednym odcinku. Jak w przypadku pozostałych bohaterek nie widzę po prostu, co ważnego może nastąpić w sezonie z jej udziałem.

Rosie

Valentina i Zoila to najciekawszy wątek, a sama Edy Ganem zapowiada się na drugą Evę Longorię. Tak samo jak Desperate Housewives wykreował Evę, tak samo myślę Devious Maids wykreuje młodziutką Edy. Już teraz widać, że linii matka-córka, jak i na linii Valentina-Remi (w tej roli bożyszcze co poniektórych nastolatek, Drew Van Acker) będzie się działo bardzo dużo.

Valentina

Pierwszy odcinek pokazał oczywiście kostiumy. Tak jak się można było spodziewać, Flora nosi czarną prostą sukienkę, którą aktorka wielokrotnie pokazywała na twitterze. Strój Carmen jest dość „luźny” i moim zdaniem w czarnym jej nie do twarzy. Marisol i Rosie bez uniformów, za to Valentina dostała swój „wymarzony” brzydki żółty uniform, który następnie przerobiła – proste ale dobre wytłumaczenie wątku, że zbiera pieniądze na szkołę projektowania odzieży.

Zoila twierdzi, wręczając córce uniform, że będą go nosić razem, z tym że matki nie pokazano w tym mundurku. Jestem ciekaw jak rozwiążą to w drugim odcinku – czy zmiana uniformów będzie nagła, czy też wynikać będzie ze scenariusza.

Valentina uniform

Ogólnie rzecz mówiąc, serial spełnił moje oczekiwania, ale oglądało się go bez entuzjazmu, wynikającego z faktu, że się już tyle o nim wiedziało. Muzyka na początku mi nie pasowała, ale przyzwyczaiłem się do jej „stylu”. Wnętrza robią wrażenie bogactwa, ale ze smakiem, nie ma tu kiczu i tzw. plastiku. Jedynie co mnie dziwi, to szybkość scen. Odnosi się wrażenie, jakby 90 minutowy film skrócono do 40 minut odcinka, chcąc zachować wszystkie wątki. W Desperate Housevives tego się nie odczuwało.

Pozostaje teraz czekać na drugi odcinek.