Koszmar pracy pomocy domowej

W dzisiejszym wpisie kolejne cytaty z książek i artykułów. Tym razem mowa będzie o przypadkach znęcania się i upokarzania pracowników domowych.

Rosamarina Vargas Romero w swojej ksiąźce Del Tumbao al trapiao przywołuje wypowiedź pracującej w Medellin służącej:

Pewnego sobotniego popołudnia po trzecie byłam już ubrana do wyjścia. Kiedy spóźniony mąż dotarł do domu, Pani spytała: „czemu nie włożysz fartuszka?” Odpowiedziałam że przecież wychodzę a ona odparła „To nie ma znaczenia, załóż go!”. Musiałam założyć fartuszek aby podać mu jedzenie.

W pracy naukowej Esclaves domestiques humilié(e)s, violé(e)s, caché(e)s wyczytałem historię Heleny i jej siostry które przybyły do Belgii w 1991 roku i rozpoczęły pracy w rezydencji dyplomatów:

Byłyśmy bardzo szczęśliwe, spałyśmy w pięknym pokoju na tym samym piętrze co ambasador i jego rodzina. Ale po półtora roku został mianowany na ministra i został zastąpiony innym. Nasze życie stało się piekłem. Musiałyśmy spać w piwnicy gdzie był bojler i mimo tego było tam bardzo zimno. Nie było tam okien, wentylacji i było wilgotno. Był tam jeden prysznic. Nie otrzymywaliśmy jedzenie. Musiałyśmy kupić sobie własne. Wszystko było pozamykane. Oczywiście żona ambasadora mogła zamknąć lodówkę, ale po prostu ciągle liczyła i sprawdzała czy nic ukradliśmy. Musiałyśmy wstawać przed 6 u uważać aby się nie spóźnić nawet o parę minut. Odliczała nam czas na wszystko. Mieliśmy tyle a tyle minut na lunch, tyle na mycie, tyle na przygotowanie obiadu. To było bardzo stresujące. Nie mogłyśmy już nosić naszych ubrań, przydzieliła nam mundurki. Pracowałyśmy do dziesiątej albo jedenastej wieczorem, szesnaście godzin dziennie. Gdy się skarżyliśmy Pani mówiła: „pracujecie tutaj, więc musicie znosić tego wszystkie konsekwencje”


W artykule Panny i kopciuchy który okazał się w wydaniu pisma dla pań Claudia w 2005 roku „30-letnia Masza opowiada jak bardzo nie lubi eleganckiej i pedantycznej pani Marzeny, która pracuje w banku, nie ma dzieci ani narzeczonego. Całą energię wkłada w pracę i w dbanie o siebie. – Maszo, znowu nie umyła pani kafelków, ile razy mówiłam: każdą fugę należy przetrzeć specjalną szczoteczką – powtarza pani Marzena co tydzień. – Nie tak ułożyłam filiżanki w szafce, już była awantura – Masza wznosi oczy do nieba. – A skąd mam wiedzieć, która jest Rosenthala, a która miśnieńska, i która powinna stać z przodu, bo jest bardziej reprezentacyjna? W wakacje pracodawczyni wydawała kolację i poprosiła Maszę, by została tego dnia dłużej. – Dostałam fartuszek i gumkę do związania włosów. Miałam podawać do stołu.”

W artykule opublikowanym na łamach Siempre Empleadas del hogar: La sombra de la esclavitud opisywana jest historia Myrny która w wieku lat szesnastu rozpoczyna pracę w rezydencji w Polanco, jednej z ekskluzywnych obszarów Mexico City. Żydowska para zleciła jej zajęcie się luksusowym apartamentem z trzema sypaniami, trzema łazienkami, kuchnią, salonem i jadalnią. Jej dzień rozpoczyna się o 7 rano. Śpi w pokoju gdzie składowane są stare i nieużywane rzeczy. Sprzątanie podłóg ma odbywać się na na kolanach ponieważ tak są lepiej wytarte. Ma ścisłe reguły który musi przestrzegać. Ma nosić różowy prążkowany uniform. Wychodzić z pustymi rękoma. Nie używać łazienek pracodawców. Kiedy wychodzą, drzwi do nich pozostają zamknięte.

Z kolei Lulu zajmuje się w innym domu trzema sypialniami, pralnią, trzema szafami ubrań i pokojem telewizyjnym. Ma wolne co piętnaście dni. Podczas pracy nie może wychodzić na ulicę ani jeść tego samego jedzenia co jej pracodawcy. Odziedziczyła uniformy po poprzednich pracownicach, klasyczne niebieskie i różowe.

Najbardziej przerażającą historię wyczytałem w artykule Maltrato y trabajo infantil, un testimonio de un drama cotidiano w którym nieletnia jeszcze dziewczyna opisuje:

Narzucili mi perfekcję czystości. Zanim wstało słońce musiałam zacząć zmywanie naczyń w kuchni. Jednego dnia babcia chora na Alzheimera rzuciła we mnie nocnikiem i wylała na mnie swój mocz. Pani Mila kazała mi myć na kolanach trzy pokoje dopóki podłoga nie była wystarczająco czysta. A potem wzięła mnie do domu swojej córki która miała dwanaściorga dzieci i dla których miałam gotować. Nie zostawiła dla mnie żadnego jedzenia, musiałam głodna szorować potem garnki.

W ekskluzywnym klubie w Ekwadorze (MarClub) służąca Ana wie tylko że ma pracować od siódmej rano do szóstej po południu, że nie ma żadnej wymówki dla nienoszenia uniformu, nawet zanim pojawi się w domu. Może ona poruszać się tylko pomiędzy pokojami dzieci, kuchnią i ogrodem.

Elen Cristiane Schneider w swojej pracy O valor social do trabalho doméstico e a justiça consubstancial cytuje fragmenty wywiadów które przeprowadziła z kilkoma pracownicami domowymi których Panie stawiały nacisk na mundurki:

Dowiedziałam się że jeśli noszę mundurek nie mogę korzystać z tej samej windy co Pani.

Pani przypominała mi: Jesteś służącą. Musisz zna swoje miejsce. Musisz się odpowiednio ubierać! Nie chcę widzieć pokojówki bez fartuszka. Idź i załóż uniform.

Jesteś służącą. Żadna osoba pracująca w tym domu służąca nie będzie mogła nosić szortów, dresów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *