Historia Elizy – część druga

U progu przywitała ją Sofia, przepiękna kobieta w drogich okularach. Przynajmniej tak się Elizie zdawało. Przywitała ją serdecznie i zaprosiła do salonu. Straciła z oczu swoją walizkę, zapewne zajął się ją Antonio. Apartament wydawał się troszkę zapuszczony, jakby nie sprzątano w nim od ponad tygodnia. Wokół parapetów unosił się kurz, a pod jej stopami dywan rozlane było wino. Sofia, wiedząc, że Eliza nie mówi dobrze po hiszpańsku, przeszła na angielski, wyjaśniając, że kilka dni temu odeszła od nich Rachel, służąca która pracowała u nich od ponad dwóch lat. Służąca? Słowo to po raz ostatni słyszała w kostiumowym serialu która uwielbiała. Ja na pewno nie będę żadną służącą, to mi się kojarzy z niewolnikiem. Ja nie zamierzam być żadną służącą. Chwilowe przyśpieszone bicie serca Elizy zagłuszyło słowa wypowiadane przez Sofię. Eliza pokiwała tylko głową i uśmiechnęła się. Sofia z zadowoleniem spoglądała na Elizę i zerkała na swojego męża. Po czym przemówiła ponownie:

– Elis, cieszę się, że będziesz u nas pracować. Mam nadzieję, że staniesz się częścią naszej rodziny. Dzieci nie wrócą do wieczora, przywitasz się z nimi jutro. Wstań proszę jutro o godzinie siódmej rano i przyjdź do kuchni. Jutro podpiszemy umowę i wszystko ci pokażę w domu.

Antonio zaprowadził ją do małego pokoju który znajdował się niedaleko kuchni. Dobrze, będzie wiedziała jak do niej trafić bez niepotrzebnych wycieczek po domu. W środku znajdowało się łóżko, malutki stolik i szafa która pomieści wszystkie jej ubrania. We wnęce była malutka łazienka wyposażona w prysznic i umywalkę. Była zbyt zmęczona aby wypakować swoje rzeczy. Zdjęła buty i położyła się. Przez chwilę patrzyła na ścianę, zastanawiając się aby na pewno dobrze zrobiła. Z bagażu podręcznego wyciągnęła słowniczek polsko-hiszpański i zaczęła pośpieszne wertować rozdział dotyczący gotowania. Liczyła, że to pomoże jej zasnąć. Nie myliła się.

Obudziła się pół godziny przed budzikiem. Wyciągnęła z walizki bieliznę i wskoczyła szybko pod prysznic. Woda nie była gorąca tak jak lubi, ale chłodny strumień odświeżył jej myśli i pobudził do życia. Otworzyła bagaż i wyciągnęła krótką bluzeczkę na ramiączkach i legginsy. Uczesała i rozpuściła włosy. Nałożyła szminkę na usta i nałożyła odrobinę pudru. Dzień zapowiadał się upalny i trzeba wyglądać dobrze, zarówno w pracy jak i po pracy.

Wyszła z pokoju prostu do kuchni. Przy stole siedział już Antonio, w oddali było słychać krzyki dwójki dzieci które w mgnieniu oka przybiegły. Jak na wzorowego ojca przystało, przedstawił on Elizie swoje pociechy: Javiera i Cristinę, uczniów katolickiej szkoły Santa Teresa Ganduxer.

Antonio przyjrzał się Elizie z ciekawością. No tak, hiszpański macho kochający naiwne dziewczyny z obsługi. W którym serialu tego nie było? Po chwili w kuchni zjawiła się Sofia, zadbana i zachwycająca jak wczoraj. Może była jakaś sławną aktorką albo modelką? Nie zmieniając wyrazu twarzy chwyciła dłoń Elizy i zaprowadziła ją do łazienki. Dopiero kiedy Eliza zmyła cały makijaż, nie pozostawiając nawet pomalowanych ust, wróciły do kuchni. W trakcie gdy Antonio wraz z dziećmi jedli śniadanie Sofia oprowadzała ją po domu. Pokazała najważniejsze pokoje – małżeńską sypialnie, pokoje dzieci, salon, pokój gościnny. Wszystkie pokoje miały ogromną, bogato wyposażoną łazienkę. Wracając do kuchni wskazała pralnię i tylne wejście do domu.

Eliza bez makijażu czuła się nieswojo. Gdy rozmawiali w kuchni i podpisywali odpowiednie dokumenty, Sofia poprosiła ją o zawiązanie włosów. Może ma rację? Rozpuszczone włosy z pewnością nie nadają się do pracy w domu. Do obowiązków Eliza miało należeć nie tylko uprzątnięcie całego mieszkania i wszystkich łazienek, ale także pranie, prasowanie, przygotowanie posiłków i robienie zakupów. Chyba wzięła zbyt mało ubrań, bo te która ma szybko się pobrudzą przy takiej ilości pracy. Po śniadaniu (wszystkie kubki i talerze zostały na stole) dzieci wróciły do pokoju ubierać się do szkoły, a Antonio ucałował żonę i wyszedł do pracy.

Eliza postanowiła zacząć swoje obowiązki od uprzątnięcia ze stołu. Rozbawiona Sofia powstrzymała ją i zaprowadziła do pralni. Co? Już z rana mam prasować? Sądząc po brudzie w mieszkaniu, pewnie jest tam masa ubrań do przygotowania. No dobrze, poradzę sobie. Otworzyła drzwi. W pomieszczeniu znajdowały się trzy wielkie miski z przeróżnymi ubraniami, których Rachel nie zdążyła wyprasować. Albo nie chciała i dlatego została zwolniona. Sofia otworzyła jedną z szafek i wyjęła zapakowany podarek.

Wręczyła kartonik Elizie. W środku było jakieś ubranie i buty.

– Naprawdę, nie trzeba było, wzięłam dużo ubrań – powiedziała Eliza

– Chyba nie sądzisz, że będziesz chodzić w nich w moim domu?

Eliza zamarła. Nie wiedziała co odpowiedzieć. Spokojnie, to tylko głupi test, żart. Sofia zaraz się zaśmieje, powie, że przecież to nie opera mydlana, a ty nie jesteś Maria Isabel. Eliza spojrzała na nią z udawaną emocją, dokładnie jak w hiszpańskich serialach (Tak! Jestem zaginioną córką twojego poprzedniego męża! To ty zamordowałaś go w pierwszym odcinku!)

– Przebierz się i wróć do kuchni. Muszę ci wytłumaczyć twoje obowiązki.

Hm. No dobrze. Reklamy? Nie było. A ona mówiła poważnie. Eliza uspokoiła się i zeszła na ziemię. Zdjęła swoje ubranie i położyła na podłodze.