Historie pomocy domowych

Dziś kolejna porcja historii pracy pomocy domowych. W opracowaniu Estoy aquí pero estoy allí – Una entrevista con cuidadoras transnacionales Ismucane wspomina jak była traktowana:

Dają ci rodzinną atmosferę, ale nosisz mundur, jesz w kuchni, nie masz prawa do telefonu, bo jeśliktoś do ciebie dzwoni, nawet jeśli dadzą ci  telefon, oni patrzą, gdy mówisz. Dzieci krzyczą na ciebie ponieważ oni są większym autorytetem niż ty.

Laia Castelló Santamaria w swojej książce La gestio quotidiana de la vura – Una qüestió de genere i classe notuje słowa Claudii, emigrantki która w wieku 16 lat przybyła z jednego z miast z León do Barcelony aby służyć w domach wyższych sfer.

Pani była tu zawsze, dzień i noc. Kiedy tu przyjechałam dostałam na początku uniform. Powiedziano mi bym zdjęła swoje ubranie i go założyła. Trzy lub cztery dni płakałam. Nie tylko przez to, ale dlatego że moim miejscem do spania była pralnia. Było to pomieszczenie w którym stała deska do prasowania i maszyna do szycia. To był mój pokój. Wstawałam o 6:30. Musiałam zwracać się do nich „Senor”, „Senora”, „Senorito”. To było okropne.

W Genealogia de las cuidadoras: ?Quién y cómo nos ha cuidado y nos cuida? znalazłem wiele interesujących relacji:

Zwykliśmy zakładać czapki używaliśmy rękawiczek, mieliśmy specjalne ubrania, na lato były inne. Miałam jedno ubranie do gotowania i jedno do podawania do stołu. Strój zimowy miał długie rękawy i fartuch. Moi szefowie kupili mi rajstopy i musiałam nosić buty na obcasach, aby obsługiwać gości.

W pierwszym domu, w którym byłam, pozostałam dwa miesiące. Płakałam przez tą pracę, za prasowanie, za ścielenie łóżka tak dużego i ciężkiego. Mieli psa i musiałam odkurzać każdego dnia.

Zatrudnili mnie do prasowania i dlatego wynegocjowali ze mną mniejszą stawkę. Dd drugiego tygodnia okazało się, że muszę również sprzątać łazienki.

Z kolei w Flores en el Asfalto: Causas e impactos de las violencias machistas en las vidas de mujeres víctimas y sobrevivientes czytamy relację jednej z pracownic:

Kiedy zaczęłam z nią pracować (pracodawca), powiedziała mi, że muszę nosić mundurek. W końcu go założyłam, bo byłam przez nią o to nękana. Nawet zrobiłam sobie jedno zdjęcie w uniformie. Wszyscy ludzie się ze mnie śmiali.

W El trato social hacia las mujeres indigenas que ejercen trabajo domestico en zonas urbanas zwrócono uwagę na oddanie głosu zarówno zatrudniającym jak i zatrudnianym:

Pracodawca: Kiedy mam gości na kolacje, ona nosi mundurek. Myślę że jest to rozwiązanie dobre dla obu stron, ponieważ dziewczyna nie musi kupować ubrań do pracy, a dla pracodawcy ponieważ ona jest ubrana, powiedzmy, z wystarczającą przyzwoitością do wykonywania pracy

Pracownica: Kiedy wyszłam w moim mundurkiem, obejrzeli mnie i powiedzieli: „cóż, to jest służąca” i czułam się bardzo nieswojo, kiedy zrozumiałam, że tym dla nich jestem.

Annie Lauran w swojej opowieści Servir en France przytacza relacje hiszpańskiej dziewczyny która pracowała w wielu bogatych domach. Jest to naprawdę emocjonująca lektura!

O pierwszej pracy: byłam dobrze traktowana w tym miejscu, byli mili. Zaczynałam pracę o 7. Kiedy ktoś przychodził na lunch, kazano mi założyć biały fartuch i służyć przy stole. Za pierwszym razem zrobiłam minę; to mnie upokorzyło, rozumiesz, nie byłam do tego przyzwyczajona.

Na drugim miejscu miałam mnóstwo pracy przez cały dzień. Nie czułam się częścią rodziny. Mieli bardzo trudną córkę. Raz, nigdy tego nie zapomnę, miałam anginę i gorączkę, a gdy spałam w szóstej, podeszła i powiedziała do mnie: „czas wstawać”

W trzeciej pracy mój pokój znajdował się na drugim piętrze obok magazynu.

Musiałam robić wszystko: przygotowywać śniadania, ścielić łóżka, sprzątać. Przygotowywać lunch dla chłopca wracającego ze szkoły, które wszystko tak brudził że konieczne było ponowne odkurzanie.

Chciała bym robiła to, czego Francuzka przede mną nie robiła. Kazała mi dokładnie sprzątać podłogi, na mokro a potem polerować. Madame była bardzo rygorystyczna co do mojej pracy. Przesuwała dłonią pod grzejnikami i pierwsze słowa które od niej słyszałam brzmiały: wyszoruj, nabłyszcz. Albo mówiła na przykład: zostało dziesięć minut, może wyprasować jeszcze trzy koszule?.

W domu konieczne było chodzenie z dołu do góry i z powrotem. Nie byłam do tego przyzwyczajona.  Kiedy Pani znajdowała tylko okruszek, takie prawie nic i kazała mi odkurzać całe piętro, wkurzało mnie to. Byłam zmęczona ciężką pracą, bieganiem z jadalni do piwnicy, codziennym odkurzaniem, czyszczeniem schodów, gotowaniem, prasowaniem.