La Hija – recenzja filmu

 Luis Sampieri, reżyser argentyńskiego „La Hija” przedstawia w swoim filmie obraz rodziny która wybiera się na weekend do domku na przedmieściach. Zabierają ze sobą także Domingę (w tej roli María Laura Carhuavilca), rodzinną służącą, oczywiście nie w celach rekreacyjnych. Po drodze zupełnie ją ignorując rozmawiają o sprzedaży ziemi i planach inwestycyjnych które odbudują świetność rodziny.

Rozpoczyna się impreza, rodzina siada do stołu. Mężczyźni przechodzą do interesów, kobiety instruują służącą co i kiedy ma podać. Nikogo nie interesuje, czy ona źle czy dobrze się czuje. Idzie do łazienki i przebiera się w swój niebieski uniform. Wiąże fartuszek i jest gotowa by służyć.

Gdy wszyscy siedzą przy stole, Dominga zaczyna rodzić na oczach córki, Natalii. Domindze nikt nie współczuje. Nikt nie cieszy się z dziecka. Padają pytania „kto ją zapłodnił” i „dlaczego do tego doprowadziłaś”. Służąca jest winna, bo Jak ona mogła to nam zrobić, pyta dziadek Natalii. Nie „sobie” zrobić, ale „nam”. Jak „nasz” przedmiot mógł coś przed nami ukryć, zrobić coś bez naszej wiedzy? Rodzina orzeka, że w takim stanie nie może ona zostać przy rodzinie, a jedyną osobą która przeżyła traumę jest Natalia, bo zobaczyła „coś takiego”. Nie narodziny dziecka, ale „coś takiego”, a ta „głupia zdzira” zepsuła wszystkim weekend.

Rodzina przechodzi do codzienności. Rozmawia się o interesach, zajada słodyczami, pije drinki, gra w golfa, a Senora wywozi Domingę wraz z dzieckiem w okolice pól uprawnych, na których niedługo rozpoczną się żniwa.

Film jest niezwykle przejmujący. Dawno nie oglądałem opowieści, w której ludzie byliby tak sadystyczni, nie poprzez czyny a słowa. Choć może lepiej powiedzieć: brak słów.

Film obejrzałem dzięki uprzejmości samego reżysera, za co mu serdecznie dziękuję.