Historia Elizy – część szósta

Dochodziło południe, kiedy Eliza odebrała tort urodziny. Wcześnie rano musiała przygotować salon na przyjęcie. Zaproszono koleżanki Cristiny, wraz z rodzicami. Eliza miała nadzieję, że po południu będzie miała czas wolny. Tak bardzo chciała zobaczyć plażę! Po rozłożeniu wszystkich talerzy, porządkowała pokoje dziecięce. Cristina i Javier byli bardzo grzeczni i oboje zostawili łazienki w dobry stanie. Señora wróci dopiero później. Wszystko było przygotowane i Eliza pozwoliła sobie na odrobinę luzu. Późnym popołudniem, Sofia zawołała ją do salonu.

– W pralni czeka na ciebie nowy uniform. Przebierz się i przygotuj przystawki. Goście zaraz tu będą.

Zdjęła swoje ubranie i ze strachem otworzyła szafę. Nowy strój był jeszcze bardziej staroświecki niż obecny. Zaczęła od sukienki. Czarna i świeżo wykrochmalona. Jeszcze dłuższa niż jej dzienny uniform. Długie rękawy zakończone białymi mankietami. Sztywny biały kołnierzyk, który początkowo utrudniał oddychanie. Do tego obowiązkowy ogromny fartuch krzyżujący się na plecach. Czuła się skrępowana. Podeszła do lustra i założyła czepek, tak aby zakryć wszystkie włosy. Nie było już Elizy. Gdzieś zaginęła.

Chwilę później stała przy stole kuchennym i nakładała tapas, tradycyjne hiszpańskie przystawki. Za drzwiami słyszała pierwsze życzenia urodzinowe i okrzyki Cristiny. W kuchni nie było klimatyzacji. Było gorąco, a Eliza musiała jeszcze uważać aby nie poplamić fartuszka. Miał być idealny, nakazała Sofia. Señora co chwilę zaglądała do kuchni, więc Eliza nie mogła ani rozpiąć kołnierzyka ani zdjąć czepka.

W końcu została wezwana, aby rozlać gościom szampana i poczęstować ciastem. Trzymając tacę oburącz, czekała w bezruchu aż będzie mogła pozbierać zużyte talerzyki. Nikt się nią nie przejmował. Kto dogląda dekoracji? Mrowiły ją ręce, a pod niewygodnym czepkiem pociły się włosy. Gdy wróciła do kuchni włączyła zmywarkę. Usiadła, głodna i zmęczona.

Późnym popołudniem, gdy wszyscy goście już poszli a Cristina rozpakowała już wszystkie prezenty, dziecko postanowiła pobawić się nową zabawką. Eliza usłyszała dzwoneczek i wyszła z kuchni do salonu.

– Mam ochotę iść na spacer do parku

– Dobrze Panienko, tylko się przebiorę.

– Nie.

Cristina prowadziła swoją służącą ruchliwą ulicą Carrer de Modolell prosto do parku Jardins de Piscines i Esports, ogrodzonego parku z licznymi drzewami. Eliza usiadła na ławce i obserwowała wygłupy Cristiny. Wspinała się na drabinkach, lądowała na głowie, zjeżdżała i biegała wokoło.

Ochłodziło się na tyle, że Eliza mogła wytrzymać w uniformie. Cristina pozwoliła jej zdjąć czepek, ale musi pamiętać aby założyć go jak będą wracać. Señora Sofia może patrzeć z okna. Po powrocie panienka pobiegła prosto do łazienki. Rozebrała się i zanurzyła się w wannie. Eliza czekała na zewnątrz. Cristina zawołała ją a Eliza myśląc, że to koniec, przybiegła z ręcznikiem. Dziewczynka cały czas była w wodzie. Zażądała aby umyć jej włosy. Eliza uklękła obok niej, ciągle w niewygodnym uniformie i czepku i zaczęła nakładać szampon na włosy panienki. Bardzo żałowała, że nie ma już takich pięknych, długich włosów. Po kąpieli siedziały na łóżku i Eliza czesała ją przed pójściem do łóżka.

Wróciła do kuchni i opróżniła zmywarkę. Kiedy do kuchni przyszła Pani, Eliza wstała i schowała ręce za plecy. Sofia przyjrzała się jej. Poprawiła czepek swojej służącej i dokonała inspekcji fartuszka. Eliza była nerwowa.

– Jutro masz wolne popołudnie. Nie będziemy jeść kolacji w domu. Twoja walizka jest w pralni i jak tylko doprowadzisz łazienki do porządku i odkurzysz, możesz wyjść dokąd chcesz. Schowaj ten uniform do szafy, jutro rano chcę cię widzieć w codziennym. I bez czepka.

– Dziękuję, Señora.

1 Comment

Comments are closed.