Podglądanie Włoch

Postawiłem sobie zadanie niezwykłe – spróbować przyjrzeć się podczas swoich wędrówek po włoskich miastach pracy pomocy domowych. Czy to się udało? Częściowo tak, częściowo nie. Nie da się być we wszystkich miejscach jednocześnie, mimo że by się chciało, czasem po prostu służące czy też pokojówki nie wychodzą z domów. Ale i tak najmilszy widok spotkał mnie… w pewnej toalecie. Ale o tym przeczytacie na samym końcu.

Do neapolskiego hotelu dotarłem późnym popołudniem. Położony jest dla mnie w idealnej lokalizacji, blisko „hiszpańskiej” części miasta, przy samej ulicy Via Toledo. Ze sprzątania nie byłem zadowolony. Podczas mojego pobytu w pokoju było tylko ścielone łóżko, zmienione ręczniki i wyrzucone śmieci. Szampony dodawane były losowe – raz jeden raz cztery. Nie widziałem przez kilka dni osób odpowiadających za sprzątanie – czyżby robili to pracownicy recepcji „z doskoku”? Ogólnie hotel sprawia wrażenie interesu rodzinnego gdzie nie wszystkie prawa hotelarstwa ściśle obowiązują. Rzeczywiście, co potwierdzają recenzje, kabina prysznicowa jest dość wąska, ale dało się wejść i wyjść (ale osoby z tzw ciążą piwną mogłyby mieć mały problem).

Przedostatniego dnia zepsuł się odpływ wody w zlewie co zostało zignorowane. Minibarek w hotelu był ale nie chłodził. Skorzystałem ze dwa razy, ceny niemal takie same jak w sklepie. I tu uwaga dla polskich hoteli, gdzie za colę zapłacimy 10zł a za piwo 20. Ja wiem, że to dla bogatego zagranicznego turysty to tylko 2 czy 4 euro, ale z takim podejściem – aby jak najbardziej oskubać gościa, nigdy nie będziemy krajem turystycznym a tylko relatywnie drogim skansenem Europy.

W następnych dniach pobytu w Neapolu wybrałem się na zwiedzanie. Na Corso Vittorio Emanuelle obserwowałem piękne budynki,a w niektórych z nich już z samego rana służące wywieszały pranie. Pierwsza z nich widoczna z daleka ubrana była w strój koloru zielonego.

Napoli colf lavoro grembiule 1

Idąc dalej zauważyłem gosposię nieco starszą, z twarzy być może Bułgarkę albo Rumunkę, która przez dłuższą chwilę czyściła balkon. Założony miała na sobie niebieski fartuch a w uszach miała słuchawki.

Napoli colf lavoro grembiule 2

Jeszcze inna, ale to już w okolica Via Stazio, blisko zejścia do Mergeliny, tym razem o ciemnej karnacji także zajmowała się praniem. Pranie to chyba tutaj w Neapolu najbardziej charakterystyczna część tego miasta – coś to za magiczny widok, obserwując luksusowe kamienice z przewieszonymi ubraniami.

Napoli colf lavoro grembiule 3

Następne zdjęcie, które udało mi się zrobić to smutna mina rumuńskiej czy innej wschodniej pomocy domowej, która to następnie ubrana w czerwone gumowe rękawice wywieszała coś na balkonie. Rażące poranne słońce oślepiło mi ją kiedy była „bliżej”, ale to też chyba ładne ujęcie?

Napoli colf lavoro grembiule 4

Jak widać najmodniejszym kolorem jest dalej niebieski i wszystkie jego odcienie. W kolejnych dnia przechodziłem w okolicach luksusowej ulicy Via S. Lucia, gdzie akurat jedna ze służących musiała dokupić proszek do prania w pobliskim sklepie. Ubrana była także w strój w kolorze niebieskim.

Napoli colf lavoro grembiule 5

Tu strój wydawał się dość przewiewny, ale co ma powiedzieć służąca wchodząca właśnie do domu niedaleko Via dei Mille? Ten uniform na pewno nie był dla niej wygodny do noszenia, w szczególności zaś gdy temperatura przekraczała 30 stopni.

Napoli colf lavoro grembiule 6

Jak się okazuje, na luksusowej ulicy Via Posilipo od służby wymaga się by założyć uniform nawet do wyprowadzania psów. Jedną z nich, rosjankę, może 40 letnią spotkałem kiedy przechodziła przez ulicę. Warto przyjrzeć się, że czworonogi mają cały asortyment ulubionych przedmiotów, które musiała zabrać.

Napoli colf lavoro grembiule 7

Ostatnią w Neapolu i muszę przyznać dość ładną spotkałem na Parco Margeritha, kiedy akurat wyszła na dwór na chwilę przerwy. Blondynka, uśmiechnięta, Rosjanka ale może Polka? Ubrana była w różowy uniform z białymi dodatkami, w którym prezentowała się całkiem sympatycznie.

Napoli colf lavoro grembiule 8

Następnie udałem się do Florencji, nastawiony ra podziwianie widoków i przepięknych krajobrazów.

Standard mojego pokoju był o wiele wyższy mimo tylu samo gwiazdek co pierwszy z hoteli. Zamki magnetyczne. Po wejściu do łazienki kafelki lśniły, co do czystości podłogi też nie miałem zastrzeżeń. Służba pieter kręciła się po hotelu ale nie zwróciła mojej uwagi. Niekoniecznie dobrym pomysłem jest aby korzystała z windy dla gości ale to tylko trzy gwiazdki. Lokalizacja perfekcyjna, zaledwie dwie minuty od słynnej katedry.

Pokój o trzynastej nie był jeszcze gotowy ale nie robiłem z tego problemu. Brak minibarku w pokoju. Drzwi nie tłumiły hałasów z korytarza. Każde wejście czy wejście innego gościa w pokojach obok było słyszalne.

Podczas mojego krótkiego pobytu w tym mieście również oczekiwałem, że spotkam jakieś służące. Kręciłem się trochę w okolicy znanej mi Via Toscanella, gdzie wyszła azjatka ubrana w niezbyt ładny żółty strój:

firenze colf lavoro grembiule 1
Moim następnym przystankiem była Bolonia, niecałe 40 minut drogi ekspresowym pociągiem Frecciarossa a następnie udałem się do hotelu sieci Best Western.

Po hotelach sieciowych można spodziewać się pewnych standardów przypisanych do danej marki. Bylem już w dwu hotelach tej sieci. W trzygwiazdkowym położonym daleko poza centrum Krakowa pokoje były średnio wyposażone a robotę za pokojowe wykonywały praktykantki w dresowych najgorszych ciuchach. W Mediolanie był to hotel czterogwiazdkowy i było to widać. Pokojówki młode i co niektóre całkiem ładne, ubrane w czarne sukienki z białymi fartuszkami. Pokój mały ale z dobrze zagospodarowaną przestrzenią.

Do bolońskiego Best Westernu przybyłem około 13. Pokój nie był jeszcze gotowy ale to zrozumiałe skoro check in jest od 14tej. Posiedziałem sobie w przyjemnej klimatyzowanej recepcji i za niecałe 20 minut mogłem się udać do dopiero co posprzątanego pokoju. Na czas oczekiwania dostałem wielostronicową mapę z informacjami o lokalnych atrakcjach.

Hotel posiada trzy gwiazdki i jest położony niedaleko najbardziej ekskluzywnej ulicy handlowej Via San Felice. No, z tymi gwiazdkami to nie wiadomo w sumie. W Internecie piszą że hotel ma trzy, na śmietniku w pokoju namalowali cztery, a na budynku były trzy z literka S. Ale w sumie to nie najważniejsze. Za to w końcu recepcja wyglądała jak recepcja. W poprzednich dwu hotelach były to małe klitki z windą na piętra gdzie mieściły się pokoje. A tu mamy cały pięciopiętrowy wieżowiec.

Jak tradycja zobowiązuje dostałem pokój najbliżej windy. Duży, dwuosobowy z przestronna łazienką i balkonem. Mam nadzieję, że się w końcu wyśpię bo od początku pobytu we Włoszech budzę się o pierwszej i nie mogę zasnąć. Budzik na 8:20 i na śniadanie.

Obudziłem się oczywiście wcześniej, ale leniwie (w końcu to była niedziela) poleżałem w łóżeczku. Pokojówki pracę zaczęły o 9tej a o 12tej kiedy na chwilę wróciłem do hotelu spotkałem tą która miała posprzątać mój pokój. Ubrana była w jasnoniebieską sukienkę  z białym fartuszkiem. Uniform założony miała niechlujnie, kołnierzyk był dość znacząco rozpięty i takie samo było jej sprzątanie. Nie wszystkie śmieci z podłogi zostały zabrane a kibelek bardzo pobieżnie umyty. Obiecałem napiwek, o ile wywiąże się lepiej ze swoich obowiązków.

W Bolonii niestety nie zauważyłem żadnych pomocy domowych, mimo, że byłem zarówno w dzień wolny i roboczy. Trudno. Następnym i ostatnim przystankiem będzie Rzym.

Do rzymskiego hotelu położonego w bocznej uliczce od Via Nazionale dotarłem przed godziną 15tą więc spodziewałem się że pokój będzie gotowy. Obiekt posiada trzy gwiazdki jak większość hoteli w Rzymie. Położony jest w starej kamienicy i ma 50 pokoi. Mój pokój był okropnie mały i miał kształt prostokąta. Co ciekawe łazienka zdawała się być tej samej wielkości co część do spania. Gdy wycierałem się po kąpieli codziennie rano machała mi młoda dziewczyna z naprzeciwko. No i jeszcze jedna kombinacja co do minibarku: był ale pusty i nikt się nie postarał o jego uzupełnienie. Ceny nieco większe niż w sklepach ale dałoby się to przeżyć – zresztą, wchodziłem do hotelu z wielką colą z BurgerKinga i nikt nie robił problemów z tego powodu.

Miłe zaskoczenie było przy śniadaniu. Po jadalni kręciła się młoda kobieta ubrana w niebieski uniform z białym fartuszkiem jak kelnerka z amerykańskiego filmu. W kuchni nieco starsza w ciemnoczerwonej sukience i fartuszku. Czy któraś z nich zajmuje się pokojami? Jak się okazuje tak, tu każda z kobiet ma wiele zadań. Pokojowe do sprzątania przebierają się w szare proste sukienki. Niestety średnio dobrze wywiązują się ze sprzątania. Główny mój zarzut to nie zabieranie wszystkich śmieci (pustych butelek po napojach) aczkolwiek do wymiany ręczników i czystości łazienki nie miałem zastrzeżeń. Czystość czystością ale pokój było już nieco zniszczony, a łóżko niezbyt szerokie. Ale wyspać się na szczęście dało. Szczególnie za tą cenę.

Przez kilka dni udało mi się natrafić na kilka kobiet zatrudnionych jako służące. Jedną z nich była zmęczona już kobieta ubrana w ciemnoniebieski fartuch wracająca do domu niedaleko Panteonu.

roma lavoro colf grembiule 1

W okolicy Piazza di Spagna natknąłem się na bardzo młodą dziewczyną czyszczącą szyby kamienicy. Nie wiem, być może raczej pracowała jako dozorczyni, ale na pewno nie była zadowolona z tego aby wśród setek czy tysięcy turystów być ubrana w sposób następujący.

roma lavoro colf grembiule 2

Tego samego dnia niedaleko wielkiego śmietnika ustawionego na końcu Placu Hiszpańskiego (gdzieś z okolicznych kamienic muszą nieczystości utylizować) spotkałem czarną służącą ubraną nie tylko w roboczy uniform ale także i dopasowany fartuszek. Widocznie wyszła na chwilę, w ręku trzymała klucze.

roma lavoro colf grembiule 3

Zmęczony i w oczekiwaniu na podróż powrotną udałem się do na Via Condotti do słynnej Caffe El Greco. Klimat tego miejsca naprawdę zachwyca, ale spodziewałem się kelnerek ubranych w bardziej klasyczne stroje. No nic, trudno. Zjadłem przepyszne lody, wypiłem kawę i pomyślałem, że trzeba przed wyjściem iść jeszcze do toalety. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu przywitała mnie młodziutka dziewczyna w klasycznym czarno-białym stroju – zapiętej pod samą szyję sztywnej czarnej sukience z białymi mankietami przewiązanej białym haftowanym fartuszkiem. Poprosiłem by wstała i ustawiła się do zdjęcia.

WP_20150710_12_09_38_Pro

Ojeju, śliczna jest. A do tego okulary i zaczesane włosy. Wyglądem przypominała trochę bohaterkę włoskiej telenoweli El Desprecio. Próbowałem nawiązać rozmowę, pytając czy lubi nosić ten uniform. Niestety nie potrafiła odpowiedzieć, nie znała aż tak dobrze angielskiego.

Dlatego jej miejsce jest tu, a nie w salach dla gości.