Muchachas

Meksykańska reżyserka Juliana Fanjul udostępniła mi swój najnowszy film dokumentalny Muchachas, który premierę miał na tegorocznym RMFF (Riviera Maya Film Festival) w meksyku. Jest to także jej pierwszy film pełnometrażowy.

Przyznam, że widziałem już kilka filmów stricte dokumentalnych poświęconych służącym w Meksyku. Kiedy myśli się o tym temacie, od razu nasuwa się Si Señora Virginii García del Pino, Diego Gutierrez Coppe i jego Tita i przede wszystkim wspaniały obraz Dory Guerry La Muchacha.

A jak na tym tle wypada Muchachas? Niezbyt dobrze. Najbardziej zabolał mnie wiek przedstawionych służących – mają one swoje lata. Czy miało to pokazać (wykładnia pozytywna), i że w tym wieku można pracować, a i nawet trzeba, ewentualnie że robi się co się musi do końca życia, czy też (wykładnia negatywna) autorka filmu chciała pominąć „popularne” tematy powiązane z żeńską służbą domową, takie jak molestowanie seksualne i nadmierne wykorzystywanie w obowiązkach? Bliższy jestem założeniu, ze chodziło o to drugie.

Wiem, że to dokument, ale brakowało mi ogólnego konceptu. Film dokumentalny, który stanowi tylko obserwację, zagadywanie, „chodzenie z kamerą” za daną postacią, jest dla mnie pozbawiony głębszej treści, zamysłu. Nie tłumaczy, nie odpowiada widzowi na pytanie „po co ja to pokazuje”.

Bohaterowie są nieco pozbawieni chęci. Jedna z nich mówi, że pracuje, bo musi, że jest po prostu do tego przyzwyczajona. Czy chcemy poznać historię kogoś, kto ma takie podejście? Nie do końca. Dziwi także układ filmu. Jest to historia o dwu kobietach, ale ma się wrażenie, że jedna z nich została wepchnięta tu na siłę. 80% filmu przedstawia dni pracy tylko jednej z nich – Lupity. Odnoszę wrażenie, że sceny z drugą z nich (starszą) stanowią dokrętkę do pierwotnego filmu, gdyż nie mają żadnego logicznego uzasadnienia, nie są dla mnie wartościowym dopełnieniem.

muchachas

Pod koniec filmu Lupita odpowiada na pytanie, czy nie przeszkadza jej noszony uniform. Ona do tego przywykła, choć kiedyś się wstydziła jak musiała wychodzić na ulicę. Ja co do filmu Juliany Fanjul mam inne uczucie. Do jej bohaterów nie przywykłem, ale z chęcią wrócę do tego co było kiedyś, ukochanego za treść i artystyczną formę filmu o podobnym tytule – „La Muchacha”, ze zdjęciami Emmanuela Lubezki (1990). I wiecie co? Teraz patrzę, że to on odpowiadał „Birdmana”, „Grawitację” i „Ludzie dzieci”.

A Juliana mam nadzieję wybaczy mi tą niezbyt przychylną dla niej recenzję.