Praca pomocy domowej w różnych krajach

W postach z początku roku opisywałem pracę pomocy domowej w krajach ameryki łacińskiej i we Włoszech. Tytułem (bardzo) późnego uzupełnienia, kilka historii które nie załapały się do tamtych wpisów.

Huffington Post kilka lat temu w artykule „Maids Made Into Slaves in the Middle East” opisał historię 19-letniej Angelique, która to została zmuszona przez swoją pracodawczynię do ścięcia włosów, bo jej zdaniem w długich wygląda za ładnie, a następnie musiała przez 6 dni w tygodniu, 14 godzin dziennie wykonywać swoje obowiązki będąc ubraną w różowy uniform służącej.

Do pracujących w Libanie pomocy domowych jeszcze kiedyś wrócę w przyszłym roku i opiszę problem dokładniej, ale jako zajawkę warto chociażby wspomnieć o kampanii organizacji samorządowej Migrant Workers Task Force, która to nakręciła klip informujący o tym, że większość służących nie ma prawa wychodzić z domu.

Migrant task force Liban

Szukałem też, całkiem uparcie nowych relacji z Włoch, w tym także pisanych po polsku. Dwie główne osoby, doktorantki które się w Polsce zajmują tym tematem (obie odmówiły pomocy „nieprofesjonaliście”), nawet w tekstach tłumaczonych na inne języki, niestety cały czas powtarzają się w materii, w której szukam nowych historii – co najwyżej poznaje nowe szczegóły tych samych historii.

Ciekawą za to opowieść znalazłem w książce Not One of the Family: Foreign Domestic Workers in Canada, w której to Pani Elvir, nauczycielka która wyemigrowała do Kanady opisuje swoją frustrację związaną z nową pracą:

Znalazłam następną pracę poprzez ogłoszenie w gazecie. Moim drugim pracodawcą była kobieta z biznesowej rodziny. Płaciła mi pod stołem. Miałam zajmować się chłopcem, którego miałam uczyć francuskiego, angielskiego i hiszpańskiego. Miałam także podróżować z rodziną (w miarę potrzeby) do Nowego Jorku.

Musiałam nosić uniform. Poczułam się jak służąca. Moja pracodawczyni spytała mnie kiedyś, czy mogłabym otwierać gościom. Kiedy przychodzi w zimę, zdejmowałam im buty kiedy wchodzili do środka.

Kiedy pewnego dnia skończyłam pracę, poszłam do mojego pokoju. Zdjęłam uniform bo już nigdzie nie wychodziłam. Kobieta kiedy to zobaczyła, powiedziała mi: „Jeśli chcesz zostać w domu, musisz być zawsze w uniformie”.

l_tache-domestique-enquete-insee-33-pour-cent-pib

W książce Domestic Service and the Formation of European Identity znalazłem interesujące zeznanie Eleftherii pracującej w greckiej rodzinie:

Jedyną złą rzeczą związaną z tą kobietą, było to, że włożyła na mnie fartuszek. Brała mnie ze sobą. Na przykład szliśmy do kina. Albo chciała iść do cukierni razem z dziećmi i ze mną. Ale chciała abym zawsze miała na sobie fartuszek. Słała mnie po chleb albo po warzywa, mówiła kup to i tamto. I szłam zawsze w fartuszku. Noszenie fartuszka było dla niej poza dyskusją. I za każdym razem kiedy wychodziłam musiałam zakładać czysty fartuszek.

W pewnej książce czytałem także o pracownicy, która zaobserwowała wyznaczenie trwałych granic pomiędzy służbą a domownikami. Jako ono wyglądało? Na przykład pracownica mówi „Signora Paola”, natomiast sama nazywana jest tylko po imieniu; Ruby, bo o niej mowa, ma na sobie cały dzień uniform i fartuch, wstaje za każdym razem gdy wchodzi do pokoju Pani Paola albo ktoś z jej rodziny, lub wychodzi z pokoju jeśli zaczyna się mówić o rzeczach które nie dotyczą jej bezpośrednio

Artykuł Embodied Inequality : The Experience of Domestic Work in Urban Ecuador autorstwa Erynn Masi De Casanova (za co serdecznie dziękuję) zwraca uwagę, że uniform jest najczęściej brzydki, źle wykonany i niewygodny. Używanie tego samego uniformu przez różne pracownice stanowi czynnik depersonalizujący, a dla samej służącej jego noszenie to powód do wstydu.

Jak mówi Francisca, jedna z nich

Byłam zmuszona zakładać uniform kiedy wychodziłam po zakupy. Pomyśl jak się czułam. Jak najgorsza. Wyobraź sobie, środek centrum i tak ubrana…

un439Książka Loreny Siller Urteaga pod tytułem Household Workers in Monterrey, Nuevo León zawiera za to relację Valentiny (nie tej z Devious Maids rzecz jasna), która rozpoczęła pracę jako meksykańska służąca w wieku lat 13. Valentina zapamiętała, że seniorka domu, matka Patrony była bardzo „skrupulatna”. Żądała ona od niej aby do ręcznego prania nosiła ona zawsze gumowe rękawiczki i fartuszek. Jeśli tego nie zrobiła, musiała prać ponownie. W tej pracy nosi także uniform, sukienkę która sięga aż poniżej kolan, przez którą czuje się bardzo niekomfortowo.

Wątek uniformów pojawia się także w periodyku Informe anual sobre derechos humanos en Chile. Dla przykładu jedna z (młodych) dziewczyn mówi:

Przeszkadzało mi, kiedy brali mnie na plażę i trzeba było tam być w fartuchu. To dlatego, aby zaznaczyć, że jestem ich służącą.

Ostatnia książka o długim tytule Empleadoras y trabajadoras del hogar cama adentro: un analisis de genero del ejercicio de los derechos laborales en los sectorem medios de lima metropolitana dotyczy jak sama nazwa wskazywać może stolicy Peru.

Zdania zarówno pracodawczyń i zatrudnionych są w sumie podobne, różnią się tylko perspektywą.

ona chce się ubierać tak jak my, to wstyd, że nosi uniform

Tak twierdzi Magdalena, komentując ubiór swojej pracownicy. Warto zwrócić uwagę, że nie zamierza ona zmienić tego faktu, nie dąży do zmiany, wskazuje tylko na naznaczenie społeczne swojej służącej.

28 letnia Ventanilla tak wspomina upokorzenie ze strony swojej pracodawczyni:

Któregoś razu powiedziała mi: „wszystkie służące pracują w mundurkach, dlaczego ty też nie go założysz?” A następnie kupiła mi go. Innym razem spytała mnie: „Czy nie wstyd ci nosić ten uniform?” Powiedziała mi tak, kiedy wracałam z zakupami. Odpowiedziałam: „Czy nie dlatego go dostałam?”

A wracając na koniec do Włoch. Z czystej ciekawości „pozwiedzałem” przez kilka godzin Neapol za pomocą usługi Google Street View. I załapało się kilka służących ubranych w znane nam stroje robocze.

W bocznej uliczce Vico Soltaria, niedaleko Via Santa Lucia, gdzie samemu wykonałem zdjęcia, w marcu 2009 roku samochód Google sfotografował starszą służącą ubraną w brzydki jasno niebieski fartuch z długimi rękawami i białymi mankietami.

c3
Nieco bardziej pracowita była służącą którą Google złapało na ulicy Corso Vittorio Emanuele. Tym razem młoda kobieta (a było to w upalnym czerwcu tego roku), przekonała się ona, że nawet do wyprowadzenia psa, należy bezwzględnie zakładać fartuch.

c2

Czy jeszcze jeden przykład z luksusowej ulicy Via Posillipo. Służąca ubrana w różowy fartuch wraca z zakupami. Zdjęcie pochodzi z sierpnia 2011 roku:

colf_via