Radisson Blu we Wrocławiu

Jakiś czas temu miałem okazję być w tym hotelu i wykonać kilka fotografii. Poniżej umieściłem jedno z nich ze zblurowaną twarzą – jeśli jesteś osobą na tym zdjęciu (albo rozpoznajesz tą osobę) i nie życzysz sobie, aby to zdjęcie tu było – napisz do mnie: admin@czarnobialy.pl i niezwłocznie je usunę.

Hotel robi naprawdę dobre wrażenie. Przede wszystkim lokalizacja. Niby zaciszne miejsce, ale do centrum i do mego ukochanego wrocławskiego zoo bardzo blisko – można dojść piechotą. Recepcja pomocna i nastawiona pozytywnie. Swoistą ozdobą jest oczywiście dział housekeepingu, który doskonale wręcz wykonuje swoją pracę.

Jak już było to wielokrotnie pokazane na tym blogu, pokojówki noszą bardzo ładne uniformy w dwóch kolorach. Jeden z nich jest brunatny, drugi szary. Obie sukienki mają duże białe kołnierzyki oraz do tego fartuszki. Spotkałem jedynie dwie pracownice, które stroniły od zakładania fartuszków – bez nich, strój wydaje się „workowaty” i tak jakby niekompletny.

radisson wroclaw hskp 2

Jak to było już wielokrotnie powiedziane (w wywiadach) etatowe pracownice noszą sukienkę brunatną, praktykantki, stażystki strój szary. Jak widać na załączonym wyżej obrazku sukienka jest długa, fartuszek także ma swój odpowiedni rozmiar, a kołnierzyk jest przyszyty do sukienki. Nie ma więc możliwości aby pokojowa wygląda w przepisowym uniformie nieschludnie. Jak także widać na powyższym zdjęciu, kolor stroju idealnie też się komponuje z wnętrzami hotelu.

Miałem także okazję (nie podam jednak szczegółów) przyjrzeć się pracy dwóch praktykantek. Dziewczyny starają się mocno a do swojej praktyki podeszły profesjonalnie. Ubrane oczywiście były regulaminowo, a dużą część pracy w łazience wykonywały na kolanach, czyszcząc i szorując jak tylko się da.

W tym miejscu powinno się znaleźć zdjęcie potwierdzającego w/w stwierdzenia, ale obiecałem zainteresowanym, że nie pokaże.

Podczas przechadzki po korytarzu zdarzyło mi się jednak usłyszeć zabawną sytuację. Jedna z pokojowych na cały korytarz wykrzyczała „ja pierdo*ę, jeb*any, tego domyć nie można”. Ciekawe co takiego gość zrobił, aż strach pomyśleć. Zresztą jak było widać po twarzach (jak i po języku rozmów w hotelowej restauracji na śniadaniach), większość gości to chyb Niemcy, więc i tak by pewnie nie zrozumieli.

Pomimo podobnego standardu jak w Radissonie w Warszawie, pokoje wydawały się przestronniejsze i lepiej posprzątane. W Warszawie zdarzyło mi się znaleźć pozostawione okruchy w widocznym miejscu, tu natomiast czystość była niemalże sterylna.

Miłośnikom luksusu za rozsądną cenę jak i przepięknie ubranych pokojowych (a co niektóre były naprawdę bardzo młode i ładne) zdecydowanie polecam ten hotel!