Praca jako pokojówka – wywiad XVII

Moją dzisiejszą rozmówczynią jest Zosia (imię zmienione), która ma za sobą karierę pokojówki w sopockim Grand Hotelu, położonym w najbardziej ekskluzywnej części tego miasta, tuż nad znanym w całej Polsce molem. Wywiad ten postanowiłem przeprowadzić w tonie mniej poważnym niż zawsze, ba, nawet miejscami humorystycznym. Jak to się mówi, dziewczyna „ma gadane” i aż żal by było tego nie wykorzystać. Tak czy inaczej, poniżej dowiemy się co najbardziej żenującego może przydarzyć się podczas sprzątania i czyj uśmiech może zachęcić do podjęcia pracy w tym hotelu.

Sopot_(DerHexer)_2010-07-16_043

Administrator Czarnobiały.pl (A): Co cię skusiło aby zostać hotelową pokojówką? Na pewno nie zarobki, podobno każda pokojowa na to narzeka i modli się w każdym pokoju o napiwek w walucie obcej. Więc jeśli nie stosy banknotów, to? Brak wymagań, szybkość podjęcia pracy bez uciążliwej wieloetapowej rekrutacji, a może na przykład.. no właśnie, co?

Zosia (Z): Jako pokojowa poszłam do pracy z prostej przyczyny: dostałam informację, ze będą potrzebować ludzi i każdego przyjmą, a że we wrześnio przeprowadzałam się do innego miasta to każdy grosz się liczył. Na stanowisku pokojowej  jest jeden gigantyczny plus… można się walnąć na nieprzyzwoicie wygodnym łóżku! Dodatkowo, w Sopocie turyści są bardzo hojni, a w okresie letnim tez jest masa imprez, dzięki którym poznałam wielu ciekawych i znanych osób! A na pracę jako kelnerka jestem po prostu za leniwa.

(A): Co jest takiego prestiżowego w Grand Hotelu oprócz ogromnego podjazdu i drzew zasłaniających podobno widok gościom w pokojach na niższych piętrach?

(Z): Każdy ma inny gust, mnie osobiście nie urzekło w nim nic… no dobra, może pyszne ciastka francuskie w przerwie obiadowej… a wystrój błaga o remont! Są może dwa apartamenty Charlesa de Gaulle’a, które mają piękne antyczne meble, ale to się kończy na stole i pękniętym lustrze, meble w zwykłych pokojach są rodem wyciągnięte z najtańszego sklepu meblowego lat 90, dywany paskudne!

No dobra – na uznanie zasługuje SPA i winda, ale tak to bym wszystko pozmieniała, bo w sumie jak na markę Sofitel, prezentuje się bardzo słabo. Widziałam o wiele piękniejsze hotele i to o niższej kategorii gwiazdkowej.

(A): Pracy na ogół się nie lubi (oczywiście nie przy szefie lub w obecności mało zaufanych współpracowników). Ale, czy w pracy polegającej, bądź co bądź, na sprzątaniu, można znaleźć jakieś pozytywne aspekty? Gdybyś miała polecić pracę w housekeepingu, co byś powiedziała na zachętę potencjalnym kandydatkom?

(Z): Przede wszystkim można przełamać swoją nieśmiałość do używania języków obcych, podczas pracy tam nauczyłam się wielu zwrotów nie tylko po angielsku ale też w innych językach, myślę że taka umiejętność przydaje się również w życiu prywatnym.

Poza tym można zawrzeć niesamowite znajomości, wredne koleżanki z pracy są niczym w porównaniu do tego ilu sławnych i interesujących ludzi można poznać podczas sprzątania pokoi – myślę ze głownie dziewczyny byłyby zachwycone na przykład czarującym uśmiechem Cezarego Pazury! Ja miałam bardzo dobry team, byłyśmy wszystkie w rożnym wieku, ale bardzo dobrze się dogadywałyśmy i okazywałyśmy wsparcie w trudnych chwilach i załamaniach w pracy. Oprócz tego, dożo ciekawych napiwków, nie tylko w postaci pieniędzy.

(A): Odnośnie jeszcze pytania wcześniejszego. Jakich czynności najbardziej nie cierpiałaś podczas sprzątania? I czy zdarzyło się coś takiego, po czym miałaś dość, albo przynajmniej musiałaś bardzo mocno zacisnąć zęby? Słyszy się wręcz niewiarygodne historie o tym w jakim stanie turyści potrafią pozostawić hotelowy pokój.

(Z): Owszem, zdarzyło mi się i to nie raz. Najgorszy z takich pokoi należał do dwóch chłopaczków i dziewczyny, otwierając drzwi cofnęło mnie do tylu tak, że musiałam iść po maskę… pomijam fakt walających się po pokoju z 50 puszek po piwie, ale łóżka i łazienka mnie zwaliły na kolana! Wyglądało tam, tak jakby cała trójka miała grypę żołądkową w jednym czasie i nie wszyscy zdążyli do łazienki….na szczęście takie ohydne pokoje były rzadko i głownie należały do Arabów.

Osobiście nienawidziłam robić tzw twinów, dwa razy więcej roboty a pościel niewymiarowa. I przy odkamienianiu czajników, zawsze kwas mi wystrzeliwał na ścianę, co było całkiem zabawne jak widziało się piękna różową chmurkę na ścianie, ale niestety mniej zabawne było jej zmywanie.

sofitel-grand-sopot-635x295Apartament prezydencki Charlesa de Gaulle (źródło: http://businesstraveller.pl)


(A)
: Prestiżowe hotelowe (albo te które chcą być za takowe postrzegane), wymagają od pracowników noszenia strojów służbowych. Ja wyglądał uniform pokojowej w Grandzie, z jakich elementów się składał i czy lubiłaś go nosić? Można było nie przestrzegać wszystkich reguł ubioru?

(Z): Służba pięter nosiła beżową sukienkę z białym kołnierzykiem i fartuszkiem. Były dwa modele – stary i nowy. Stary sięgał do kostek a nowy pokazywał nóżki jak trzeba, niestety tego drugiego rzadko można było uświadczyć…oczywiście obowiązkowo cudowny koczek, czarne kryte buty i rajstopy, co w lato dawało piękny efekt „komory gazowej” w szatni. Oczywiście zero biżuterii i krycie tatuaży.

Oczywiście, że nie znosiłam tego mundurka, był obszerny i nie przepuszczał powietrza, taki wielki „worek po kartoflach”, no ale zawsze mogło być gorzej. Jeżeli chodzi o wygląd to bardzo go pilnowano.

(A): Podobno praca pokojówki to doskonały substytut siłowni oparty na ćwiczeniach takich jak: pchanie wózka, bieganie ze ścierką na czas, synchroniczne układanie mydełek i wiele innych? Krótko mówiąc, czy to dobry sposób na utrzymanie doskonałej sylwetki?

(Z): Pewnie że tak! Osobiście schudłam tam 7kg w ciągu miesiąca i poprawiłam kondycję. Miliony skłonów, podskoków, przysiadów każdego dnia! Jeżeli ktoś ma problem z nadwagą, albo nie lubi paradować w dresie na zatłoczonej siłowni – to jest rozwiązanie właśnie dla niego!

(A): Czy sprzątanie pokoi w hotelu to (jak to niektórzy nazywają) „obóz pracy”, gdzie masz dokładnie wyliczoną ilość minut na sprzątniecie pokoju i masz być jak automat, czy też można pozwolić sobie na odrobinę luzu, nieplanowane przerwy, włączenie na chwilę telewizora podczas pracy, czy też pogadanie przez komórkę?

(Z): Wszystko zależy od dyrekcji. Przez pierwszy miesiąc miałam niesamowity luz, nie czepiano się o nic, włączałam telewizor i robiłam wszystko na spokojnie. Niestety, gdy zmienił się zarząd, zrobiło się więcej obowiązków, tak że nie dawało rady wyjść nawet na obiad. Nagle z 45 minut na pokój, zrobiło się 15, co jest niewykonalne nawet dla najbardziej wprawionej osoby, zwiększyły się wymogi i cofano do pokoju za byle pierdołę, a z 9 pokoi na dzień zrobiło się 15.

(A): Czy zdarzają się pokojowym jakieś wpadki, na przykład rozlanie czegoś w łazience, stłuczenie perfum gościa, urwanie kabla od odkurzacza, zniszczenie uniformu? Czy było coś takiego, co zapamiętałaś, niekoniecznie stresującego, ale może zabawnego?

(Z): Takich sytuacji jest masa każdego dnia! Niestety to do mnie należała najbardziej żenująca.. po prostu pękł mi uniform na tyłku, w pokoju do którego wszedł właśnie gość! Nie wiadomo co powiedzieć.. na szczęście gość okazał się mieć duże poczucie humoru. Kiedy indziej koleżanka kupiła sobie za duże buty, bo stwierdziła że bardzo puchną jej nogi, a większe będą dobre… no niestety, bo zdziwiła się bardzo jak zaliczyła glebę na korytarzu, gdy musiała gdzieś podbiec.

Niestety zabawnych wpadek jest mniej, dożo częściej zdarza się nie odblokowanie klamki od drzwi wychodząc i zostawiając otwarte drzwi od pokoju, co się kończy awanturą gościa, albo spryskanie łózka kwasem do kibla zamiast odświeżaczem  bo ktoś przelał do zlej butelki płyn (bo to i to różowe)

(A): I na koniec: czy są goście, którzy… powiedzmy z „sympatii”, chcą pomagać podczas sprzątania pokoju? Mi się zdarzyło, że aby przyśpieszyć pracę pokojówce zdejmowałem na przykład swoje osobiste drobiazgi z biurka. A inni ludzie jak się zachowują? Są skrępowani i wychodzą, czy się gapią przeszkadzając wam w ten sposób?

(Z): Starsze osoby mają w zwyczaju patrzeć na ręce i dyrygować, ale zdarzali się goście, którzy zostawiali zielone karty na łóżku co oznaczało „nie ścielić” i do tego napiwek. Jedni umilali życie, inni utrudniali. Milo na przykład wspominam jedno małżeństwo, które było przez tydzień – chcieli tylko ręczniki i zostawiali prezenciki w postaci czekoladek i innych małych gadżetów, a po Openerze kratę Heinekena. Wiadomo, są ludzie którzy doceniają pracę innych, a są tacy, którzy uważają, że wszystko im się należy.