Praktyki w hotelu – wywiad X

Przeprowadziłem następną rozmowę. Tym razem na pytania odpowiadała Paula, która całkiem niedawno odbyła praktykę zawodową w gdańskim Hiltonie.

Administrator Czarnobiały.pl (A): Jak wyglądało przydzielanie hoteli na praktyki? Czym lepsze wyniki w nauce tym bardziej prestiżowe miejsce czy też według innych kryteriów? a może kto pierwszy ten lepszy?

Paula (P): Przydzielano uczniów do hoteli według różnych kryteriów. Jeśli o mnie chodzi, to zostałam przydzielona do hotelu Hilton w Gdańsku ze względu na bardzo dobrą znajomość języka angielskiego. Być może zostałam przydzielona do tak dobrego hotelu również ze względu na to, że w poprzednim hotelu radziłam sobie bardzo dobrze, co zostało podsumowane celującą oceną. Wiem, że niektórzy uczniowie zostali przydzieleni do hotelów bliżej szkoły na przykład ze względu na problemy zdrowotne, żeby hotel był dość blisko i żeby nie było problemów z dojazdami.

A: Odgórnie narzucono ci dział służby pięter, mogłaś wybrać gdzie będziesz pracować, czy też przeszłaś przez wiele działów hotelu?

P: Odbyłam praktyki na wszystkich działach w hotelu. Służba pięter (housekeeping), sala konsumencka oraz recepcja. Pierwszego dnia była konsultacja kto w jakie dni i o której godzinie będzie gdzie. Nie było mi nic narzucone.

A: Jak twoim zdaniem traktuje się praktykantów? Jako przyszłych, potencjalnych pracowników, darmową siłę roboczą, czy jako „zło konieczne”?

P: Dobre pytanie. Mogę powiedzieć, że odpowiedzi są różne, bo na każdym dziale są inni pracownicy i tak naprawdę każdy inaczej traktuje praktykantów. Najlepiej czułam się z paniami właśnie z housekeepingu. Traktowały praktykantów dobrze, można było z nimi normalnie porozmawiać, jak z ludźmi. Jeśli mam narzekać na traktowanie, to mogę jedynie na panie pracujące na sali. Czasami czułam się jak coś co odwala czarną robotę. Na recepcji od razu rzucili mnie na głęboką wodę i kazali odbierać telefony, nawet od obcokrajowców. Bałam się, ale spodobało mi się, że są tak pewni moich umiejętności.

A: Ja jednak chce się skupić tylko na dziale housekeepingu. Ile godzin dziennie trwały twoje praktyki? Jest czas na jakąś przerwę, posiłek, kawę?

P: Moje praktyki dziennie trwały 7 godzin. Głównie przychodziłam na 8.00. Taka duża przerwa i o której wiedzieli wszyscy była koło godziny 12. Wtedy kuchnia robiła obiad dla chętnych pracowników. Oprócz tego, jeśli powiedziałam pani z działu housekeepingu, że chciałabym zrobić krótką przerwę, zjechać na piętro z automatem, żeby kupić colę i odetchnąć, to nikt nie miał z tym żadnego problemu.

A: Jakie czynności musiałaś wykonywać podczas sprzątania pokoju?

P: Jeśli chodzi o pokój, w którym mieszkał gość to musiałam wywietrzyć pokój, sprawdzić stan wszystkich urządzeń, np. czy wszystkie światła działają. Dokładałam wodę na stoliku, jeśli jej brakowało. Następnie zmieniałam poszewki poduszek, jeśli gość mieszka 3 dni to zmienia się cała pościel na łóżku. Ścieliłam łóżko. Wszystkie powierzchnie czyściłam z kurzy. Wszystkie szafki, stoliki, telewizor, biurko, ozdoby na ścianach, futryny. Rzeczy gościa oczywiście nie dotykałam, chyba, że coś leżało na łóżku, to złożyłam, położyłam z boku. Albo jak rzeczy leżały na biurku, to ogarnęłam je lekko na bok. Praktykanci nie mają wstępu do łazienek, więc panie sprzątające zawsze wchodziły do łazienki, a pokój zostawiały dla praktykantów. Oczywiście często mi pomagały. Naczynia brudne, używane zanosiłam do łazienki, gdzie pani sprzątaczka je myła. Sprawdzałam stan mini-barku. W razie braków, zgłaszałam to pani sprzątającej. Zmieniałam worki na śmieci oraz odkurzałam pokój. Jeśli chodzi o pokój, w którym gość wyjechał, to oczywiście wszystko robiło się bardziej precyzyjnie. Wietrzyłam pokój, sprawdzałam stan urządzeń, zmieniałam całą pościel, jeśli na biurku brakowało menu restauracji, cennika, notesu, długopisu itp. to musiałam to dołożyć z wózka pomocniczego. Ścierałam kurze nie tylko z widocznych miejsc, ale również pod biurkiem, pod szafkami, cokoły itd. W pokoju musiałam sprawdzić wszystkie szafki, szafy, żeby nie było tam żadnych rzeczy poprzedniego gościa. Oczywiście sprawdzałam stan mini-barku, wyrzucałam śmieci i odkurzałam pokój.

A: Które z nich lubiłaś, a jakich nie (i dlaczego)? Podobno największą zmorą praktyk jest odkurzanie.

P: Nie wiem czemu, ale faktycznie odkurzanie jest straszne. Ale jeszcze rzeczą bardzo ciężka w Hiltonie jest zmienianie pościeli, zwłaszcza samemu i zwłaszcza pościeli dla dwóch osób. Nie dość, że kołdra była wielka, to jeszcze strasznie ciężka. Kiedy byłam na dziale służby pięter pierwszy dzień i zmieniłam taką kołdrę całkiem sama, to byłam chyba w większym szoku niż pani sprzątająca, która była ze mną. Lubiłam zmieniać poszewki i układać je na łóżku w taki sposób, że łóżko prezentowało się niesamowicie elegancko. Lubiłam też sprawdzać stan mini-barku, sprawdzałam tym swoją pamięć czy pamiętam co być powinno, czego brakuje. Z czasem nauczyłam się tego. W mini-barku nie raz można było znaleźć coś ciekawego, np. niektórzy goście wyjmowali stamtąd rzeczy i traktowali jak własną lodówkę, kiedyś znalazłam białe wino w przezroczystym worku.

A: Musiałaś też sprzątać inne miejsca dostępne publicznie, np korytarze czy lobby?

P: Tak, tak. Musiałam odkurzać korytarze na wszystkich piętrach, wyczyścić cokoły z kurzu, numerki pokoi, futryny, obrazy, ozdoby, barierki.

A: Pamiętasz jakieś śmieszne, zaskakujące lub niekomfortowe sytuacje z praktyk?

P: Jedną z tych sytuacji było właśnie sprawdzanie pewnego dnia stanu mini-barku w jednym pokoju, z którego gość wyjechał. W mini-barku był woreczek z żółtą cieczą, nie wiedziałam, że to wino. Woreczek wyglądał jak woreczek na mocz dla niepełnosprawnych. Zastanawiałyśmy się ze sprzątaczką czy to przypadkiem nie jest właśnie mocz. Nie wiem skąd, ale kierowniczka wiedziała od razu, że to wino, no podobno butelka by się nie zmieściła do mini-barku. Sprzątaczka nie chciała dotykać tego worka, to musiałam to wziąć do papierowej torby i zanieść kierowniczce!

A: Jaki strój nosiłaś podczas pracy w służbie pięter? Czy jeśli ty nie nosiłaś żadnego uniformu, to jaki nosiły pracujące tam pokojowe?

P: Nosiłam uniform. Był to niebiesko-biały fartuszek na guziki z wielkimi kieszeniami. Powiem szczerze, że mi odpowiadał. Wkładałam tam wszystko. Czy znalazłam coś na podłodze, czy w pokoju, w którym gość już nie mieszkał. Pod koniec dnia w kieszeniach znajdywałam różne niespodzianki, o których wcześniej zapomniałam. Wiadomo, że pokojowe miały ładniejsze uniformy, bo były jasne z logiem Hiltona i były materiałowe, a nasze były raczej takie zwykłe.

A: Obejrzałem twój profil na Photoblogu. Preferujesz luźny, młodzieżowy styl. Nie przeszkadzało ci, że musiałaś ubierać jakiś niemodny fartuszek? Czy musiałaś zdjąć też kolczyki i inną biżuterię czy pozwolono ci ją zachować w trakcie pracy?

P: Bransoletki zdejmowałam. Wiedziałam, że nic mi raczej nie spadnie ale wolałam zdjąć i zachować ostrożność. Pierwszego dnia kierowniczka działu powiedziała, że mam zdjąć kolczyk, a raczej nie narzuciła mi tego, powiedziała, że lepiej by było. Zdejmowałam go, ale pewnego dnia o tym zapomniałam, pod koniec pracy zorientowałam się, że go nie zdjęłam, ale nikt nie miał z tym problemu, w końcu nie pracowałam wtedy na dziale, w którym muszę widzieć się z gościem, więc nikomu to nie przeszkadzało. Nie przeszkadzał mi niemodny fartuszek, na takie rzeczy nie ma co narzekać. Musiałam jeszcze ubierać czarne spodnie i buty niskie, raczej jakieś czarno białe trampki. Mogłam się spodziewać, że będę musiała zrezygnować na jakiś czas z glanów. Również makijaż nie mógł być zbyt mocny, więc zrezygnowałam z kredki i eyelinera. Oczywiście to samo dotyczyło czarnego lakieru do paznokci i lakieru do włosów, za pomocą którego je tapirowałam. Tak naprawdę, częściowo ze swojego stylu musiałam rezygnować na czas pracy.