Maid to Order

Komedie lat 80tych znacząco różniły się tych które mamy dzisiaj. I nie mam na myśli tu tzw. technikaliów, ale poziomu merytorycznego. Podczas gdy teraz dominuje humor „fekalno-gastryczny” i publika śmieje się na widok rzeczy obrzydliwych, albo wręcz bezdennie głupich, kiedyś komedie stanowiły symbole dobrej zabawy. Zawarte w nich przesłanie, tak oderwane od dzisiejszego konsumpcyjnego stylu życia, sprawia, że do filmów sprzed niemal dwudziestu czy trzydziestu lat wracamy chętniej, a o współczesnych „komediach” nie będziemy pamiętać w następnym roku.

Jednym z takich filmów jest „Maid to order”, nieudolnie tłumaczony na polski jako „Gosposia z milionami”, ale do takiego poziomu translacji tytułów można się już niestety przyzwyczaić. Nakręcona w 1987 bajkowa komedia stanowi doskonały wzór jak powinno się robić filmy, które nie tylko bawią, ale i coś wnoszą. Niekoniecznie stają się może klasyką kinematografii, ale zostawiają jakże potrzebny morał.

„Maid to Order” opowiada historię rozpuszczonej Jessy (graną przez doskonałą w tej roli Ally Sheedy), która to swoje życie marnuje na imprezy, dyskoteki i dobrą zabawę, wykorzystując swojego ojca, który musi płacić za wszystkie jej zachcianki. Pewnej jednak nocy, zostaje zatrzymana przez policję i trafia do więzienia pod zarzutem posiadania substancji psychoaktywnych.

Z celi wypuszcza ją nieznajoma Stella, która okazuje się być… dobrą wróżką. I jak za sprawą czarodziejskiej różdżki, świat Jessy odwraca się do góry nogami. Ojciec jej nie rozpoznaje, z domu zostaje wyproszona przez służbę i zmuszona jest błąkać się po ulicach. Wieczorem spotyka Stellę ponownie. Gdy dowiaduje się, że jest ona czarownicą, pyta czy jej rolą „nie jest przemienianie biednych pokojówek w księżniczki”. W odpowiedzi słyszy, że to „niektóre księżniczki, zasługują aby być pokojówkami”. I żeby odwrócić czar, Jessie musi znaleźć pracę.

Bezradna biedna milionerka trafia do agencji pracy Celebrity Employment, gdzie okazuje się wybawieniem zatrudnionej tam kobiety. Poszukuje ona białej pokojówki w Los Angelles. Obrażona propozycją Jessie zmuszona zostaje do przyjęcia nowej posady i zjawia się w rezydencji państwa Starkey.

Na miejscu poznaje kucharkę oraz pokojówkę Marię (w tej roli niezwykle urodziwa Begonya Plaza). Ubranie służby składa się z sukienek z fartuszkami. Jessy nosi różową z fartuszkiem wiązanym w talii, Maria zaś niebieską z pełnym fartuchem.

Nie od początku Jessy odnajduje się w nowej pracy. Zaskoczona swoją nową rolą popełnia dużo, zabawny błędów, ucząc się od początku co to znaczy pracować. Nieporadność Jessy niejednokrotnie wzbudza oburzenie Marii, wkrótce jednak aklimatyzuje się ona, stając się cennym nabytkiem.

Jessy wykonuje prace upokarzające. Pani domu zakazuje jej używać mopa i sprzątać musi rozległe kafelki na kolanach, szorować toalety i wanny, czyścić lodówki. Jessy czuje się poniżona i wykorzystywana, a jej koszmar nie wydaje się kończyć.

Wkrótce w rezydencji zostaje wydany bal. Oprócz gustownego wystroju i zastawionego stołu, także służba zakłada nowe uniformy, tym razem dokładnie takie same. Czarne sukienki z miękkimi białymi fartuszkami, pięknymi kołnierzykami i zdobionymi mankietami prezentują się fantastycznie i każda z dziewcząt wygląda w nich przepięknie.

Na balu zjawia się ojciec Jessy (początkowo nie poznaje jej), a także Stella. Gdy odkrywa, że Jessy odnalazła w końcu zarówno sens życia jak i prawdziwą miłość (do kierowcy Nicka), czar pryska. Jednak nie wraca ona domu. Jessy zostaje w rezydencji, gdyż ma tam przyjaciół, a nie tylko pieniądze.

Czy dziś mógłby powstać taki film? Z całą pewnością nie. Dzisiejszy styl życia, skierowany ku zarabianiu fortun, podziwianiu celebrytów jest zupełnie sprzeczny z tym co dały nam lata 80te. Przyjaźń, wolność i potrzebę akceptacji.

1 Comment

  1. Czytelnik

    Przeczytałem. Ma Pan interesujący styl. Proszę pisać dalej – ten blog jest miłą odskocznią od codzienności z sieci.

Comments are closed.